niedziela, 29 marca 2015

Five

Mam już dość! Ja głupia powiedziałam o tym pocałunku z Łukaszem Oliwce i mam teraz za swoje. W końcu ruszyłam te swoje cztery litery w poszukiwaniu sukienki i zabrałam przyjaciółkę. Po drodze powiedziałam jej co zaszło między mną a Kadziewiczem na chwilę przed Pasterką i się zaczęło. Cały czas truje mi o tym, że Łukasz to nie jest facet dla mnie, że przecież ma dziewczynę i nie powinnam się w to wszystko wcinać na trzeciego. Ja to wszystko wiem i nie zamierzam rozbijać niczyjego związku. Po prostu jej o tym powiedziałam, bo jakoś mi to ciążyło na duszy, a z Łukaszem nie mogłam o tym porozmawiać, bo on udaje, że nic się nie stało. No bo w sumie co się stało? Całowaliśmy się. Tylko chwilę, bo szybko spanikowałam. To tak dużo? Kadziewicz powiedział, że pocałował setki dziewczyn, a ja się przejmuje tym jednym? Nie robiłabym tego, gdyby to nie był pocałunek z NIM. Do tej pory było to dla mnie coś zakazanego, coś do czego nie mogłam się posunąć, bo nie wypada całować się z przyjacielem. Trudno, stało się i czasu już nie można cofnąć, choć bardzo bym tego chciała.
-Jesteś pewna, że nic nie poczułaś podczas tego pocałunku? Wiesz, koleżanki motylki i te sprawy.-zaraz ją ździelę przez łeb, to jej się koleżanki gwiazdki pokażą. Coś czułam, ale nie mam w sumie żadnego punktu odniesienia, bo wszystkie moje dotychczasowe pocałunki były dziecinne, takie na zasadzie całowania się dwóch ciotek. Ten z Łukaszem mogę uznać jako pocałunek profesjonalny. Boże, co ja gadam w ogóle?!
-Oli skończmy ten temat, bo zaraz nie wytrzymam i skończymy te zakupy zanim tak naprawdę się zaczęły. Muszę dziś powiedzieć Pawłowi jaki kolor ma moja sukienka, by mógł sobie do niej dobrać odpowiedni krawat. Żebym mogła to zrobić, muszę zmaterializować swoje wyobrażenie o tym wyjściowym fatałaszku.
-Dobra Diana, luźne szelki. Powiem ci tylko, że jakby ten pocałunek nic dla ciebie nie znaczył to byś się tak nie wpieniała, ale już nic nie mówie i nie zaczynam tematu.-wpieniam to się na przyjaciółkę, że próbuje dorobić do tego wszystkiego jakąś ideologię. Napiłyśmy się po szklance soku ze świeżo wyciskanych owoców, wyłączyłyśmy telefony i ruszyłyśmy na podbój sklepów. Mi w oko wpadła już sukienka bodajże w trzecim sklepie, ale Oliwia za punkt honoru obrała sobie obejście wszystkich sklepów i wybranie naprawdę tej najpiękniejszej. Po kilku godzinach łażenia miałam wrażenie, że to przyjaciółka idzie na tę studniówkę a nie ja.
-Możesz zadzwonić do Pawcia i powiedzieć, że założysz śliczną sukienkę w …czarnym kolorze. Nie wierzę, że chodziłyśmy po sklepach tyle godzin, widziałyśmy tyle pięknych sukienek, a moja przyjaciółka wybrała sobie sukienkę, jakby miała żałobę. Naprawdę aż tak bardzo nie chcesz iść na tę studniówkę?- jeśli spędzimy ze sobą chociażby godzinę to czuję, że skończy się to jakąś awanturą, bo już nie mogę jej znieść. Co z tego, że sukienka jest czarna? W tym fasonie czułam się najlepiej ,a poza tym uważam, że tego typu uroczystość to nie kolorowe jarmarki tylko szkolna uroczystość, na której warto wyglądać dostojnie i z klasą.
-Jak zaraz coś powiem, to ci w pięty wejdzie. Sukienka jest kupiona, buty i dodatki kupione, więc temat uważam za zamknięty. Jeszcze tylko umówię się do kosmetyczki i fryzjerki. Zrobię to po drodze do domu.-jakby jeszcze w tej kwestii Pająk chciała protestować i wciskać swoje trzy grosze, to chyba bym eksplodowała. Nie wiem czemu jestem w takim nerwowym nastroju. Może to okres?
-Spoko, zaraz się zawijam do domu. I następnym razem jak cię pocałuje Kadziewicz to albo wal mu w pysk albo poproś by ci wytłumaczył dlaczego to zrobił, bo jesteś wtedy niemożliwa.- faktycznie, to wszystko przez Łukasza. Spotkam się dziś z nim i wyjaśnię kilka kwestii. Właściwie jedną. Jeśli taki incydent znów się powtórzy, to będę musiała zakończyć z nim znajomość. Nie na to się umawialiśmy, gdy precyzowaliśmy nasze relacje jakiś czas temu. Wygrzebałam z plecaka kalendarz, by się upewnić gdzie obecnie znajduje się Łukasz. Przeczucie nie myliło mnie, gdy w głowie zaświtała „Urania”. Wsiadłam w odpowiedni autobus, jadąc z tymi wszystkimi pakunkami na halę. Prześlizgnęłam się przez portiernię nie zauważa i dość sprawnie znalazłam na parkiecie. Trener i zawodnicy się zdziwili, gdy tak po prostu usiadłam sobie na trybunie i pomachałam do Kadziewicza.
-A wać panna może mi powiedzieć co tu robi?- nie miałam okazji rozmawiać z trenerem, więc nie znam człowieka. Uśmiecham się głupkowato zapewniając, że nie będę przeszkadzać. Nie moja wina, że w moją stronę co chwile spogląda Paweł, a Łukasz stroi głupie miny.
-Kurwa!!!-po hali rozszedł głos Siezia. Dosadne słowo z jego ust zasygnalizowało wszystkim, że roztargnienie blondyn przepłacił upadkiem, zderzając się z Kadziewiczem. Na początku wszyscy się śmiali, wyzywając kolegę z drużyny od oferm, ale gdy długo nie podnosił się z parkietu z grymasem bólu na twarzy wszyscy zamilkli. Z tego co mówił mi przyjaciel, Paweł znajduje się w obecnym czasie w doskonałej formie. Ostatnio trochę się zapuściłam jeśli chodzi o kibicowanie miejscowemu klubowi, więc trochę jestem do tyłu z nowinkami, ale wierzyłam na słowo. Łukasz i Maciek Dobrowolski znieśli Pawła z boiska za boczną linię. Podeszłam do niego.
-Tak mi przykro. Nie przynoszę ci chyba szczęścia.-starałam się go jakoś rozśmieszyć, ale chyba marnie mi to wyszło. Trening się skończył niemiłym akcentem, trener i lekarz drużyny pojechali z Siezieniewskim do szpitala, a ja powiedziałam Łukaszowi, że chce z nim porozmawiać, więc czekałam na niego pod halą. Nie spieszył się z opuszczeniem hali. Już powoli zaczynałam przymarzać do chodnika, gdy pojawił się obok mnie z szelmowskim uśmiechem, całując przelotnie w policzek. Jakoś tak inaczej niż zawsze.
-Ty się przypadkiem nie zapędzasz? W gwoli ścisłości chcę ci powiedzieć, że ten pocałunek nie powinien mieć miejsca.
-Nie mogę cię całować w policzek? Od kiedy?- Kadziewicz śmieje się jak debil, a ja mam wrażenie, że on już o wszystkim zapomniał. Może ja też powinnam? Było i nie ma, błąd i tyle. Tak będzie najlepiej.
-Jesteś samochodem?
-Nie, przyjechałem z Dobrowolem, a wracał będę zapewne komunikacją miejską. Idziemy na piwo?- właśnie to samo chciałam mu zaproponować. Tylko w jego obecności mogę napić się tego napoju bogów, bo w innym przypadku nikt nie chce go sprzedać nieletniej.
-Idziemy. Nie idziesz dziś do Kamy?- siatkarz kiwa głową na znak protestu.
-O czym chciałaś rozmawiać?- o kurde. Na szybko muszę wymyślić jakąś ściemę, by nie roztrząsać już tego pocałunku.
-Chciałam ci pokazać sukienkę jaką sobie kupiłam.- Kadziewicz spojrzał na mnie dziwnie, ale zaraz po tym wszystko kupił i mogłam być spokojna. Odcinam się od tego, co się stało, bo to w żaden sposób nie rzutuje na naszą przyjaźń, jeśli się oczywiście nigdy więcej nie powtórzy.



~*~



Diana nie potrafi kłamać, choć bardzo by chciała. Dobrze wiem o czym chciała ze mną rozmawiać, ale ja nie chcę o tym rozmawiać. Od tego pocałunku przez dzień, dwa miałem jakieś dziwne wątpliwości, nie wiedziałem co mam o tym wszystkim myśleć. No bo z jednej strony Kamila, z drugiej Diana. Jedną kocham, a z drugą pocałunek zrobił na mnie ogromne wrażenie. Postanowiłem wypierać to ze świadomości i nie wracać do tego myślami. Kocham Kamilę, Diana jest moją przyjaciółką i to ma się nigdy nie zmienić. Piwo w jej towarzystwie i rozmowy o niczym sprawiają, że czuję się tak jak dawniej. Przyjaciółka rozwodzi się właśnie na temat mojego nieodpowiedzialnego podejścia do matury i zaniedbań jeśli chodzi o powtarzanie historii.
-Ty w ogóle możesz mi powiedzieć na jakie studia się wybierasz? Bo chyba jeszcze o tym nie rozmawialiśmy.-nie rozmawialiśmy, bo ja sam jeszcze nie wiem co chcę zrobić ze swoim życiem. Na pewno na pierwszym miejscu jest siatkówka i chęć doskonalenia się na pozycji środkowego, by zabłysnąć kiedyś na większą skalę.
-Jeszcze nie rzuciłem losu. Nie wiem Diana, nie pytaj mnie o takie rzeczy. Wiesz, że moim mottem jest łacińskie powiedzenie „Carpie diem” i tego się trzymam. Na poważne i wiążące decyzje przyjdzie jeszcze czas. Powiedz mi ty lepiej czy jakoś już sobie ułożyłaś w głowie to, że nie będziesz biegać?-niby już o tym rozmawialiśmy i Motyla wspominała coś o studiach menagerskich, ale muszę być pewny na maska, że nie rozmyśla już o tym co było i stara się patrzeć w przyszłość.
-Ja to do matury mam jeszcze tyle czasu, że mi się może sto razy zmienić, a ty to już nie masz za dużej swobody wyboru.-no coś tam mi w głowie świta, ale za wcześnie jeszcze by o tym mówić. Na naukę do matury przyjdzie czas po studniówce. Wezmę się i porządnie do tego przysiądę. Będę chyba jednak musiał skorzystać z pomocy Diany przy odpytywaniu, bo lekcje z Kamilą kończą się najczęśniej w łóżku, bez przerobionej partii materiału.
-Kochana ty wiesz, że nasz Paweł to się w tobie zakochał? W szatni gada non stop o tobie, a ja czuję się jak kretyn, bo wiem jakie jest twoje podejście do niego.- nie mówię tego głośno, bo właśnie odpowiada mi ten układ. Zabrzmię absurdalnie, ale nie wiem czy jestem gotowy na to, by Motyl związała się z kimś na poważnie. Oczywiście nigdy nie będę stał na drodze do jej szczęścia, ale jakoś tak ciężko mi jest sobie wyobrazić, że musiałbym się nią dzielić. Już mój związek wprowadził sporo zamieszania w nasze życie, więc może powinniśmy dozować sobie te przyjemności.
-Powiedziałam ci już, że po studniówce wszystko mu wyjaśnię. Nie będę brnęłą w coś, co nie ma przyszłości. Tak właściwie to może powinieneś się z nim skontaktować jakoś i zapytać co z jego nogą?-Diana podrzuca mi dobry pomysł. Niby niewinny upadek, ale noga chwilę ponim była mocno spuchnięta. Odchodzę na bok, bo nie wszyscy lubią, gdy w restauracji załatwia się przy stoliku na głos swoje sprawy. Do Pawła się nie dodzwoniłem, ale udało mi się skontatować z trenerem, który nie przekazał mi dobrych wieści. Noga Pawła jest złamana, a włożony na nią gips mój przyjaciel będzie musiał nosić 6 tygodni. Włosy zjeżyły mi się na głowie. Złamanie niby nie koniec świata, ale dla sportowca zawodowego 6 tygodni bez sportu to katorga. I do tego jeszcze niedługo studniówka.
-Ej co ty masz taką minę? Co z Pawłem?- wróciłem do stolika z niezbyt wesołą miną, ale nie mogła być inna.
-Noga jest złamana, Paweł jest uziemiony z nogą w gipsie przez 6 tygodni. Może pojedziemy do niego? Nawet nie odbiera ode mnie telefonu, więc podejrzewam w jakim musi być humorze.-Diana zrywa się ze swojego miejsca, dopijając ostatni łyk piwa. Za tą ją lubię, że zawsze w ciemno przyjmuje moje pomysły i nie muszę jej nigdy nic tłumaczyć, bo myśli podobnie jak ja. Nie jechaliśmy już autobusem miejskim, bo szarpnąłem się na taksówkę. Cóż, była wypłata, więc mogę sobie na to pozwolić. W mieszkaniu Pawła zastaliśmy jego młodszego brata i rodziców. Mama przejęła Dianę, bo już dawno chciała ją poznać. Jak znam Siezia, to pewnie się zachwyca nią całe dnie i stąd chęć poznania Motyl przez członków jego rodziny.
-Pójdę do Pawła.-drogę do jego pokoju znam bardzo dobrze.
-Tylko ja mogę mieć takiego farta. Tak się zapatrzyłem na Dianę kiedy weszła na halę, że oczywiście musiałem potknąć się o własne nogi i złamać girę. Rozumiesz, że mam praktycznie już po sezonie? Do tego jeszcze już mogę powiedzieć Dianie, że może oddać sukienkę do sklepu, bo na żadną studniówkę nie idę.-no tak myślałem, że Paweł będzie wściekły na cały świat o to co się stało i, że wszystko będzie widział w ciemnych barwach.
-Z tym sezonem to bym nie przesadzał. Zepniemy dupki, dostaniemy się do play-offów i będziesz nam potrzebny. Na studniówkę w sumie mógłbyś iść i przynajmniej posiedzieć. Nie ma takiej sytuacji z której nie byłoby wyjścia.-staram się go jakoś pocieszyć, ale chyba jeszcze bardziej go wkurwiam. Już się nic nie będę odzywał. Może mu powiedzieć, że Motyl tu jest? Może zrobi mu się miło, że martwi się jego stanem? Nie, to nie jest najlepszy pomysł. Znam plany Diany związane z Pawłem i nie ma sensu robić mu żadnych nadziei.
-Wiesz co ci powiem Łukasz? Naprawdę zakochałem się w Dianie. Znałem ją przecież wcześniej, ale dopiero teraz sobie uświadomiłem jaka jest cudowna i jak wspaniale byłoby gdybyśmy byli razem. Nie mówię, że teraz, ale może kiedyś, w przyszłości.-cholera, źle mi z tym, że znam stanowisko Diany i nie mogę powiedzieć prawdy Sieziowi, bo to sprawa między nimi i nie mogę się wcinać. Z drugiej strony znam trochę Pawła i wiem, że jak się zapędzi, to zaplanuje wspólną przyszłość z Dianą do takiego momentu, że Motyl nie będzie miała odwagi się z tego wycofać. Ją znam jeszcze lepiej i wiem, że nie skrzywdziłaby nawet muchy, a co dopiero dać komuś kosza. Moja przyjaciółka tak naprawdę z żadnym chłopakiem nie była w poważnym związku, brak jej doświadczenia o pewnych zachowań, które są niezbędne do tego, by nie dać sobie narzucić uczuć.
-Diana jest tutaj ze mną. Teraz pewnie magluje ją twoja mama, ale zaraz pewnie do nas przyjdzie.-kiedy kończyłem ostatnie słowo, w drzwiach pojawiła się blondynka z zadowoloną miną. Pani Kazia może jest bardzo dociekliwa i lubi wiedzieć wszystko i o wszystkich, ale to niezwykle serdeczna i ciepła osoba, a do tego jeszcze ma duże poczucie humoru i nie sposób się przy niej nudzić. Dobry humor Motyl wynika pewnie z zasłyszanej historii bądź jakiejś anegdoty z życia pani Kazi, bo mama Pawła lubi wszystkich bombardować tego typu pytaniami.
-Zostawię was, bo jestem ciekaw jaką tym razem historię z rękawa wyciągnie twoja mama. A poza tym wiem, że na pewno ma w zanadrzu jakieś pyszne ciasto, więc się zmywam, a wy sobie pogadajcie.-zaakcentowałem ten ostatni wyraz wyraźnie, a gdy przechodziłem obok Diany to szepnąłem ledwo dosłyszalnie:
-Powiedz mu, że nic z tego nie będzie. Proszę.


~*~
Jestem żałosna i tylko tyle mam do napisania jeśli chodzi o tak długą nieobecność na blogach. Nic nie obiecuje bo wiem jak wygląda teraz mój wolny czas, a raczej jego brak i niestety nic nie mogę sobie zaplanować.
Pozdrawiam:***


środa, 24 grudnia 2014

Four

Przyszły święta. W tym roku będą wyglądać inaczej niż zwykle, bo nie ma wśród nas ukochanego dziadka. Do tej pory wszystko miało swój określony porządek, rodzina miała swoje zwyczaje, wszyscy skupialiśmy się wokół stołu w rodzinnym domu mojego taty. Teraz tak nie będzie. Pierwszy raz odkąd sięgam pamięcią wigilia nie odbędzie się na wsi ze znanym sobie ceremoniałem i atmosferą. Wigilia będzie u nas i szczerze powiem przeraża mnie to. W wigilijny poranek obudził mnie mój kot Wacław, który donośnym miauczeniem domagał się wypuszczenia go z łazienki. Rodzice są pewnie już tak zakręceni świątecznymi obowiązkami, że na pewno nie zlitują się nad tym biednym stworzeniem. No nic, wciągam na nogi kapcie, na plecy wrzucam szlafrok i wychodzę na korytarz. Już od samych drzwi uderza mnie zapach pieczonego makowca. O cholera. Mama robi wszystko, by te święta wyglądały tak, jak jeszcze wyglądały za życia dziadka i chyba przestanę się zachowywać jak dziecko, pomagając jej w rozlicznych obowiązkach.
-Córeczko tylko cię proszę byś nie umawiała się dziś z Łukaszem mocno późno, bo kiedy wszyscy się zjadą, chciałabym od razu zacząć kolację. Mogę na ciebie liczyć?- wiem do czego pije. Ostatnio za każdym razem spóźnialiśmy się na wigilię do dziadków, bo ja nie mogłam się odkleić od Łukasza, składając mu życzenia. W tym roku tak nie będzie, bo Kadziewicz musi obskoczyć dwie wigilie, jedną u siebie, a drugą u Kamy. Co prawda ja chciałam spotkać się choć na chwilę, ale jasno dał mi do zrozumienia, że się nie wyrobi, więc nie naciskałam. Dzisiejszego dnia jestem całkowicie do dyspozycji moich rodziców. Nawet nie zabieram się za śniadanie, tylko od razu jadę z tatą na poblisk targ, by kupić świąteczne drzewko. Tak strasznie nie lubię sztucznych choinek, że jestem w stanie nawet chodzić kilka godzin na siarczystym mrozie, by wybrać tę najpiękniejszą. W tym roku decyduję się na pierwszą lepszą. Jakoś tak nie czuję tych świąt. Po drodze stajemy z tatą w sklepie, by wykonać już ostatnie świąteczne zakupy z polecenia mamy. Nadprogramowo tata kupił mi słodką bułkę, chyba słyszał te bulgoty w moim brzuchu, ale rzeczywiście trochę zgłodniałam.
-Nie jest ci przykro, że Łukasz nie chciał się z tobą spotkać dzisiejszego dnia?- skąd on wie, że Łukasz nie chciał się ze mną spotkać. Patrzę na niego zdziwiona. W naszym domu nikt nikogo nie podsłuchuje i nawet nie śmie, podejrzewać o to tatę, ale jego znajomość mojej rozmowy z Kadziewiczem jest zastanawiająca.
-Dzwonił do mnie i prosił bym wybadał sprawę czy nie jesteś na niego obrażona. Musisz córeczko zrozumieć, że on ma kogoś i niestety dla ciebie musisz się odsunąć na dalszy plan, bo wasze sprawy już nie będą dla niego najważniejsze.-nie jestem małą dziewczynką i to wszystko wiem. Już na pewno nie jestem obrażona, bo chyba zapomniałam jak to jest być obrażonym. Na Kadziewicza co najwyżej mogę być wkurwiona, ale teraz nie jestem. Nie mam powodu. Jest mi tylko przykro, że te święta są jakieś takie inne. Wszystkie dotychczasowe tradycje się zacierają, a na ich miejsce wchodzą nowe, do których po prostu będę się musiała przyzwyczaić.
-Sama mu powiedziałam, że wigilia spędzona a towarzystwie Kamili to dobry pomysł. Tato nie jestem małą dziewczynką. Dobrze wiem na co się pisałam, zaprzyjaźniając się z Łukaszem i umiem odróżnić przyjaźń od miłości.-w tych sprawach jestem stanowcza. W głowie już słyszę słowa mamy, dla której przyjaźń damsko-męska jest nierealna, ale ja nie mam z tym problemu.
-Wiesz Dianko, ta kontuzja bardzo cię zmieniła. Oczywiście chciałbym, byś dalej robiła to co kochasz, ale teraz jesteś taka dojrzała i to też mi się podoba.-tata pocałował mnie w czoło i zabrał się za prowadzenie pojazdu. Kiedy przekroczyliśmy próg domu, mama miała dla nas kolejne zadania. Już sama nie wiem jak się nazywam, wyjmując z piekarnika kolejne ciasto i doprawiając czerwony barszcz. Myślałam, że przynajmniej tatę ominą kuchenne rewolucje mamy, ale moja rodzicielka nie miała dla męża taryfy ulgowej i zagoniła go do lepienia uszek. Wychodziły mu bardziej jak pierogi, ale zostało nam tak mało czasu, że mama nawet myślała go instruować, a tym bardziej krytykować.
-Teraz już wiem dlaczego teściowa zabierała się do pracy nad wigilią tydzień wcześniej. Tego jest tyle do przygotowania, że nie czuję już rąk i nóg.-oboje z tatą jesteśmy w podobnej sytuacji, ale zaciskamy zęby i nie poddajemy się.
O 19 pojawili się pierwsi goście, najstarsza siostra taty, ciocia Magda wraz z rodziną. Jest sporo starsza od rodzeństwa, ale z tym wiąże się pewna historia, której przytaczać teraz niepodobna. Zaraz za nią przyjechała ciocia Ania i Basia, również z rodzinami. Z wszystkimi się przywitałam. Rodzinę mamy będziemy odwiedzać jutro, a drugi dzień świąt będzie tak naprawdę szansą na odpoczynek. W całym tym towarzystwie jestem prawie najmłodsza. Jest o rok młodszy brat Adaś, nasz prywatny Kevin z kultowego świątecznego filmu, bez którego święta nie byłyby takie same. Po odczytaniu ewangelii i zaśpiewaniu kolędy, przyszedł czas na łamanie się opłatkiem, czyli najbardziej nielubiana przeze mnie część wigilijnej wieczerzy. Chodzę od cioci do cioci, od wujka do wujka i wszystkim powtarzam „Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku”. Jedynie z rodzicami życzenia wyglądają inaczej. Z kuzynami wymieniam się tylko uściskiem, nerwowo zerkając na tarczę zegara, by nie spóźnić się z włączeniem telewizji o odpowiedniej porze.
-Moglibyście sobie darować już ten film. Ile razy go widzieliście?- najmłodsza część z rodziny spogląda spod byka na wujka Cześka. Nikt nic nie robi sobie z jego uwagi, bo po zjedzeniu smażonej ryby i kilku pierogów, wszyscy gromadzimy się przed telewizorem. To jest czas na to, by starsi porozmawiali o swoich sprawach, a my o swoich. Rodzice i wujostwo głównie wspominają dziadków, a my tylko przez chwilę oddajemy się nostalgii, gdy Artur wspomina żarty dziadka przy wigilijnym stole za które zawsze rugała go babcia. Rozmowy szybko schodzą na temat szkoły, chłopaków i dziewczyn. Głównie to ja i siostra Marta udzielamy się w tej drugiej kwestii, bo Adaś jeszcze o tym nie myśli, Piotrek się wstydzi, a Artur na chwilę obecną jest przekonany, że zostanie starym kawalerem.
-Ciocia mówiła coś, że idziesz z kimś na studniówkę? Kto to jest? Twój chłopak?-moja głowa raz kiwa na tak, po chwili na „nie”. Studniówka już właściwie za dwa tygodnie, bo zaraz na początku stycznia, ale z Pawłem to raczej relacja czysto koleżeńska. Pomijam przed rodzeństwem fakt, że Siezieniewski jest kolegą Łukasza, bo nie chcę mi się tego wszystkiego tłumaczyć.
-Nie mam jeszcze sukienki ani nic. Najchętniej to bym wcale nie poszła, ale już obiecałam i nie mogę się wycofać.-chybabym się ze wstydu spaliła, gdybym miała mu odmówić teraz, dosłownie na chwilę przed imprezą.
-Ja tak samo. Może wybierzemy się przed sylwestrem na zakupy? Ja muszę kupić dwie kiecki, bo idę z Tomkiem na sylwestra i potem ta studniówka.-w sumie to obiecałam Oliwce, że to razem z nią będę biegać po wyprzedażach i szukać czegoś dla siebie, ale można to wszystko jakoś dogadać jeszcze.
-Dam ci znać jakoś po świętach co? Pomysł fajny, ale muszę się dogadać z Oliwką, bo ona też chciała się ze mną wybrać.-właściwie to nie oglądamy tego filmu, ale liczy się sam fakt, że jest w telewizji. Pora prezentów nie obchodzi nas już tak, jak kiedyś. Wszyscy dostajemy określone dole, bo przecież jesteśmy już za duzi na to, by kupować nam prezenty.
-A kogo niesie o tej porze i to w wigilię?- czyżby strudzony wędrowiec, dla którego zabrakło przy naszym stole nakrycia, bo przecież mieszkanie w bloku to nie dom na wsi. Tata wstaje od stołu i idzie otworzyć, by po chwili wprowadzić zziębniętego Łukasza do środka z niewielkim pudełeczkiem w ręku. Wstaję od telewizora i idę do niego, by wpaść w jego ramiona i się rozpłakać.
-Dopiero teraz mogę powiedzieć, że wigilia jest wigilią. Wszystkiego najlepszego Dianka…


~*~


Wigilia u rodziców Kamili minęła bez większym zakłóceń. Nikt nie wspominał o ślubie, siostra mojej dziewczyny też nie siliła się na jakieś wyszukane złośliwości pod kątem mojej zażyłości z Dianą. No właśnie, Diana… potraktowałem ją tak chamsko mówiąc, że dzisiejszego dnia nie znajdę dla niej czasu między jedną a drugą wigilią. Nawet nie zdążyłem dać jej prezentu. Znudzony całą tą świąteczną otoczką siedzę na kanapie przed telewizorem w salonie, próbując wcisnąć w siebie jeszcze jeden kawałek pysznego makowca w wykonaniu mojej babci. Mimo najszczerszych chęci i ponaglania z jej strony, odstawiam talerzyk na ławie i wracam do Kamili, by objąć ją ramieniem. Cały czas jednak myślami jestem przy Dianie i przy tym, że powinien pojechać do niej chodź na chwilę, złożyć życzenie i dać prezent.
-O czym tak myślisz Łukasz co? Wyglądasz jakby wigilijny wieczór zmusił cię do egzystencjalnych przemyśleń.-Monika, moja starsza siostra, mówi to po to by mi dokuczyć, ale coś jest w tych słowach. Myślę o tym, że fakt posiadania przeze mnie dziewczyny nie zwalnia mnie z tego, bym miał zaniedbywać przyjaciółkę, która jest ze mną na dobre i złe, na którą zawsze mogę liczyć. Nie chodzi o to, że Kamila mi nie pomaga i nie jest dla mnie wsparciem, ale to do blondynki biegnę na złamanie karku, gdy się z nią pokłócę. To Diana siedzi na moich meczach i treningach, gdy tylko ją o to po proszę. Dajmy na to, że za dzień, dwa rozstałbym się z Kamilą. I co wtedy? Wiem, że Diana będzie mnie pocieszać, że będzie starała się mi pomóc. Dlatego właśnie muszę do niej pojechać.
-Kamila przepraszam, ale ja muszę coś załatwić. Chodź, odwiozę cię do domu.-spojrzałem wymownie na ojca, która powiedział, że kluczyki wiszą na wieszaku w przedpokoju. Jeziorska spojrzała na mnie z wyrzutem, ale nie robiła mi wymówek przy rodzicach. Spodziewałem się awantury w samochodzie, ale całą drogę do jej mieszkania pokonaliśmy w milczeniu. Kiedy wysiadłem z samochodu, by otworzyć jej drzwi i się z nią pożegnać, powiedziała tylko na odchodne:
-Złóż Dianie życzenia również ode mnie.-zorientowała się w mig jaką sprawę mam do załatwienia w wigilijny wieczór. Miałem jednak wrażenie, że nie powiedziała tego ze złośliwością. Może już zrozumiała, że jest dla mnie ważna, ale nie umiem zrezygnować z przyjaźni Diany? Oby, bo to dla mnie byłoby idealne rozwiązanie. Wsiadłem do samochodu i pojechałem do przyjaciółki, upewniając się czy w kieszeni mam dla niej prezent. Droga minęła mi bez większych komplikacji. Trzeba powiedzieć, że o tej porze w Wigilię jest po prostu pusto. Zaparkowałem i pognałem po schodach tak, jakby od tego miało zależeć czyjeś życie. Drzwi otworzył mi tata Diany. Myślę, że przeczuwał moje przyjście, bo tylko się uśmiechnął i wpuścił do środka. Zaraz przy mnie pojawiła się Diana, która rzuciła się na moją szyję. Uniosłem ją do góry, by oplotła moje biodra nogami.
-Dopiero teraz mogę powiedzieć, że wigilia jest wigilią. Wszystkiego najlepszego Dianka…-mówię, ocierając kciukiem łzy z jej policzków. Sytuacja i we mnie wzbudza emocje, ale robię wszystko, by się nie rozpłakać, bo to takie niemęskie. Spuszczam Motyl na podłogę i idziemy do jej pokoju, by ustrzec się przed ciekawskimi spojrzeniami członków rodziny Diany. Już i tak wywołaliśmy niemałe zamieszanie naszym ekspresyjnym powitaniem.
-Myślałam, że się pogodziłam z tym, że nie spędzimy dzisiejszego dnia chociażby minuty razem, ale jest to silniejsze ode mnie. Tak się cieszę, że mogę ci złożyć życzenia i podarować prezent.-wymieniamy się podarunkami.Dostałem od Diany spinki do koszuli, o których mówiłem w kontekście studniówki. Ode mnie blondynka dostała srebrną bransoletkę<klik>, o której mówiła jakiś czas temu, że wpadła jej w oko. My oboje lubimy słuchać swoich zachcianek, by w odpowiednim momencie zrobić sobie wzajemnie niespodziankę.
-Łukasz to kosztowało majątek i nie mów mi, że tak nie jest, bo ja widziałam cenę. Niepotrzebnie się tak wykosztowałeś.-a te spinki z grawerami<klik> to kosztowały 50 złoty. Nie odpowiadam nic na słowa Diany, po prostu ją do siebie przyciągam, całując w czoło. Opowiadamy sobie o wigilii, choć głównie to ja opowiadam, ona słucha.
-A zapomniałbym, Kamila prosiła by złożyć ci świąteczne życzenia. Wiesz, ona chyba to wszystko ogarnęła i myślę, że nie będzie już wyjeżdżać z tą swoją zazdrością.
-Zwłaszcza, że nie ma ku temu żadnych powodów.-pewnie, że nie ma. To, że leżymy teraz obok siebie na łóżku Diany zupełnie nic nie znaczy. Nawet głowa blondynki na moim torsie i moja ręka bawiąca się złotymi kosmykami włosów o niczym nie świadczy.
-Zastanawiałaś się może jak kiedyś będzie to wszystko wyglądać? Wiesz, ja z żoną, ty z mężem… Gdzie w tym wszystkim będzie miejsce na naszą przyjaźń?
-Liczyłam na to, że nigdy się nie zakochasz i zostaniesz starym kawalerem. To, że ja zostanę starą panną jest więcej niż pewne.-podnoszę się, opierając głowę na łokciu.
-Tobie się dzisiaj tutaj wszystko dobrze poukładało?- pukam Dianę w czoło, by wytchnąć jej w ten sposób gadanie od rzeczy. Jakby już ona miała zostać starą panną, do dla tego świata nie byłoby nadziei. Gdyby tylko chciała, to Paweł już biegałby cały w skowronkach, szukając dla niej zaręczynowego pierścionka. Aż nie mogę się na dziwić, że tak szybko go wzięło, ale kto ogarnie miłość.
-Proszę cię, tylko nie wyjeżdżaj mi z Pawłem. Zaraz po studniówce umówię się z nim na spotkanie i jasno dam do zrozumienia, że między nami nic nie będzie. U mnie nie ma nic na siłę Łukasz.-dobrze o tym wiem. Diana nie potrafi udawać i za to ją cenię. Czasem szczera aż do bólu, a w kwestii uczuć to bardzo dobra droga, by nikogo nie skrzywdzić.
Przyjechałem do Diany tylko na chwilę, a zostałem do północy. Razem postanowiliśmy wybrać się na Pasterkę. Pieszo, tak jak kiedyś. Próbowałem skontaktować się z Kamą, ale pewnie już śpi. Jeszcze przy wigilijnym stole mówiła, że nie wie czy uda się na nocną mszę, bo jest zmęczona. Byliśmy już bardzo blisko celu, gdy nogi Diany rozjechały się na śliskim chodniku. Gdyby nie ja, to pewnie leżałaby jak długa i kto wie jakby to skończyło się dla jej kręgosłupa.
-Diana co jest, coś z nogą?- trzyma się za kolano. Ciągle zapominam o tej operacji łękotek, bo Motyl w piorunującym tempie powróciło po niej do pełnej sprawności.
-Żartowałam!- o nie! Blondynka zaczęła uciekać, a ja zaraz za nią. Nie sprawiło mi trudności dogonienie jej. Gdy już miałem złapać ją za rękę, poślizgnąłem się, pociągając ją na siebie. Upadliśmy twarzami do siebie. Pierwszy raz widzę ją z takiej perspektywy. Pierwszy raz mam ochotę ją pocałować tak inaczej niż dotychczas. To impuls. Dotykam wargami jej spierzchnięte od mrozu usta. Czuję, że się prostuje, że nie wie co ma zrobić. Chcę narzucić swoje tempo i początkowo Diana mi na to pozwala, ale do pewnego momentu.
-Co ty robisz Łukasz?! My nie możemy, my…-brakowało jej słów. Cholera! Takie sytuacje miały nigdy nie mieć miejsca,ale stało się i tego się już nie cofnie.
-Oj wyluzuj Diana. Przecież nic takiego się nie stało. Pocałowałem w życiu setki dziewczyn, to dlaczego miałbym nie pocałować ciebie?-staram się to wszystko obrócić w żart, ale sam tego żartu nie czuję, bo to nie był przypadkowy pocałunek. Ja tego chciałem. Ba, ja go nawet nie żałuję.


~*~
Nawet udało mi się trafić w świąteczny czas, zgodny z czasem rzeczywistym :)
Proszę Was o to byście jeszcze raz potwierdziły czy chcecie być informowane o nowościach tutaj, bo zaraz po nowym roku chcę utworzyć nową listę gg, bo w tej obecnej 3/4 numerów jest już zapewne nieaktualnych.
Jeszcze raz Wesołych Świąt! :)



sobota, 28 grudnia 2013

Three

Już dawno nie byłam tak wściekła na Łukasza jak w chwili w której powiedział mi, że mam iść na studniówkę z Pawłem Siezieniewskim, bo chłopak nie ma z kim iść, a chciałby się pobawić na tej jakże zacnej imprezie. Przecież to jasne, że przyjmujący olsztyńskiej drużyny nie pomyślał o mnie, tylko ten idiota zaproponował moją osobę, a teraz już od 15 minut zabiera mi długą przerwę i próbuje przekonać do wspólnego wyjścia na „podwójną randkę”. On będzie poprawiał relacje z Kamilą, a ja będę poznawać Pawła.
-No co ci szkodzi iść? Studniówka to nie ślub Diana, zawsze możesz zrezygnować gdy zobaczysz, że nie dogadujesz się z Pawłem. Przecież go znasz, to naprawdę fajny chłopak.- nic do niego osobiście nie mam. Jestem skłonna powiedzieć, że ma zdecydowanie więcej oleju w głowie niż Kadziewicz, ale to nie zmienia w żaden sposób mojego podejścia do całej tej szopki. Ja po prostu źle czuję się na takich balach, w sukienkach, obcasach, wyfiokowana od stóp do głów i wymalowana jak krakowska kamienica na przyjazd papieża.
-Ma rację. Dianka ty nigdzie nie wychodzisz, więc musisz się trochę otworzyć na świat, bo inaczej uzależnisz swoje życie tylko od Kadziewicza, a to nie jest najlepsze rozwiązanie.- do rozmowy włącza się, siedząca na parapecie obok mnie Oliwia. Oczywiście nie szczędzi sobie kąśliwej uwagi na temat Łukasza, ale w tym momencie puszczam to mimo uszu. Do tej pory nigdy ich zdanie nie pokryło się ze sobą, a dziś oboje są przeciwko mnie?
-A może mi jest tak dobrze? Może wcale nie chce mi się wychodzić do ludzi? Wam jest łatwo powiedzieć, bo to nie wasze marzenia legły w gruzach. Moje życie do tej pory wyglądało zupełnie inaczej i ciężko jest mi je sobie poukładać na nawo.-wstałam dziś rano z łóżka i uświadomiłam sobie, że już dziś rozpoczynałabym sezon halowy w swoim lekkoatletycznym klubie. Zjechałam wzrokiem na swoje kolana i szybko uświadomiłam sobie, że do tego życia już nie wrócę.
-Diana nie przesadzaj. Tyle razy ci mówiłem, że koniec twojej kariery to nie koniec świata. Przecież ty musisz żyć. Może inaczej, ale nie znaczy od razu, że gorzej.-zacisnęłam nerwowo pięści na parapecie i zeskoczyłam z niego. Stanęłam naprzeciwko Kadziewicza i zadarłam głowę do góry, by popatrzeć mu w oczy.
-Mam nadzieję, że nigdy nie będziesz miał takiego dnia w którym będziesz musiał zrezygnować ze wszystkiego tylko dlatego, że zdrowie nie pozwoliło ci robić tego, co kochasz. I pozwolicie oboje, że sama będę decydować o tym z kim będę spędzać czas i w jaki sposób!- jeszcze nie pogodziłam się z tym, że nie mogę czynnie uprawiać sportu w takim wymiarze, w jakim bym chciała. Jestem wdzięczna Oliwii i Łukaszowi za to, że w ciężkim dla mnie czasie starają się wyciągać mi pomocną dłoń, ale nie cierpię słuchać tych utartych sloganów, że wszystko będzie dobrze, że się ułoży. Ja sama muszę poczuć, że się ułoży.
-Zaczekaj!- zostawiłam ich, ruszając w kierunku klasy. Znów czeka mnie i Oliwię osobna lekcja w ławce. Muszę sobie wszystko ułożyć w głowie. Przede wszystkim muszę zastanowić się nad jakąś szybką alternatywą. Chcę przede wszystkim odłączyć się trochę od Łukasza, bo nasza symbioza zaczyna powoli wpędzać mnie w jakąś skrajność. Czuję to po sobie już teraz. Pokłóciliśmy się, a ja już zastanawiam się jak będzie wyglądał mój dzień bez telefonicznych rozmów z przyjacielem. Z rękę na sercu mogę powiedzieć, że Oliwii nie będzie mi tak brakować jak jego. Z Pająk jest jednak inna sprawa, bo my za następną godzinę lekcyjną już będziemy rozmawiać jak gdyby nic się nie stało. Z Łukaszem będzie inaczej. Tak łatwo nam nie przechodzi, a każda poważniejsza kłótnia boli zarówno mnie i jego bo mamy świadomość, że to kolejna rysa na sercu.
-Diana przepraszam. Wiem, że nie powinnam tak mówić i nie powinnam też brać strony Kadziewicza. Dasz wiarę, że ja pierwszy raz w życiu w czymś się z nim zgodziłam? Cholera, ale nadal uważam, że on ma rację. Nie chodzi mi o bieganie, ale o to, że powinnaś pójść na tę studniówkę z jego kolegom i pokazać „szkolnemu macho”, że ty też potrafisz się świetnie bawić.-myślę o tym intensywnie. Właściwie to mogłabym pójść na to spotkanie. Pogadać i zorientować się co i jak. Pójście na studniówkę to żadna deklaracja. Kupię sukienkę, zamówię wizytę u fryzjera, potańczę całą noc i już.
-Zareagowałam emocjonalnie. Nie mniej jednak uważam, że nikt nie może tak naprawdę zrozumieć tego jak mi ciężko od kiedy nie mogę zajmować się bieganiem. Ja naprawdę wiązałam z tym przyszłość.-teraz nawet nie wiem co mam zrobić ze swoją przyszłością. Uczyć uczę się dobrze, więc będę musiała pomyśleć o jakimś porządnym kierunku studiów. Zawsze byłam dobra z przedmiotów ścisłych, więc pomyślę o jakiejś politechnice. Eh, mam jeszcze czas. To Łukasz ma w tym roku ciężki orzech do zgryzienia, bo zaraz matura i poważny wybór. Co prawda on uważa, że nie jest w stanie pogodzić nauki na poziomie wyższym z czynną grą w klubie, ale ja jestem innego zdania. On jest zdolny do wszystkiego, tylko trzeba w nim obudzić wolę walki i ambicję. Pokłóciłam się z nim, a mimo wszystko myślę o nim i o jego przyszłości. To się nazywa przyjaźń do grobowej deski chyba nie?
-No pewnie, że jest ci ciężko, ale to, że nie możesz biegać nie znaczy, że musisz się ostatecznie rozstać ze sportem. Wystarczy iść na jakieś studia menagerskie i już będziesz prowadzić kariery takich pożal się Boże gwiazd jak Łukasz Kadziewicz.- uśmiecham się na te słowa. Ja menagerem Kadzia? To by nie przeszło, bo ten człowiek ma co minutę nową koncepcje na swoje życie i ciężko zanim nadążyć.
~*~
Na umówionym spotkaniu jak nigdy pojawiłem się pierwszy razem z Kamilą. Zamówiliśmy sobie kawę i czekaliśmy na Siezia. Zachowałem się trochę głupio bo nie powiedziałem koledze z zespołu o reakcji Diany. Paweł ma nadzieję, że na spotkaniu pojawi się Motyl, a ja jestem niemal pewien, że nie przyjdzie. Trochę mi nagadała podczas rozmowy w szkole i głupio mi z tym, bo rzeczywiście przyjaciółka nie dostała ode mnie wystarczającego wsparcia po operacji łękotek. Owszem, towarzyszyłem jej podczas wizyt u lekarzy i samej operacji, ale potem zachowywałem się jak debil. Ciągle powtarzałem, że wszystko będzie dobrze, że się przyzwyczai. Szczerze powiedziawszy gdybym ja bym na jej miejscu, to chyba przywaliłbym każdej osobie w zęby, gdyby mi ktoś tak mówił o braku perspektyw na grę w siatkówkę. To całe moje życie, tak wiele poświęciłem tej dziedzinie sportu i nie wyobrażam sobie, gdybym miał z dnia na dzień przestać w nią grać.
-Nie martw się Łukasz. Paweł zrozumie, że twoja przyjaciółka ma humory i nie chce pójść z nim na studniówkę.- nie jest dobrze. Od jakiegoś czasu Kamila nie wyraża się zbyt przychylnie o Dianie. Jest ciągle podenerwowana, gdy o niej wspominam. Na każdym kroku urządza mi sceny zazdrości i prawie siłą wymusza, bym ograniczył swój kontakt. Wydaje mi się, że wpływ na jej zachowanie mają jej koleżanki i siostra, które opowiadają jej jakieś niestworzone historie. Nie raz słyszałem jak mówiły, że Jeziorska nie powinna się godzić na to, by łączyły mnie z Dianą tak silne relacje. Szczerze? Nie podoba mi się to, że Kamę łączą tak silne więzy z tymi pustymi lalkami, bo nie mają one na nią zbyt dobrego wpływu.
-Hejka!- dosiada się do nas Paweł, który pojawił się kilka chwil temu. Przywitaliśmy się i czekaliśmy na resztę zaproszonego towarzystwo. Naturalnie zastanawiałem się czy najważniejsza osoba dzisiejszego wieczoru w ogóle się tu pojawi. Dostrzegam, że Sieziu przebiera nerwowo nogami pod stołem i pewnie już ostatnimi siłami powstrzymuję się, by zapytać mnie o Dianę, ale nie robi tego. Nie mam jakoś odwagi powiedzieć mu o tym, że najprawdopodobniej nie będę w stanie załatwić mi towarzyszącej osoby na studniówkę, choć jeszcze parę dni temu byłem niemal pewien, że moja przyjaciółka zgodzi się bez wahania.
-No bo wiesz Paweł, jest taka sprawa. Diana…- miałem właśnie mówić mu o tym, że trochę się posprzeczaliśmy i najprawdopodobniej Motyl nie pojawi się tutaj, robiąc tylko i wyłącznie mi na złość, gdy blondynka weszła do kawiarni. Gdy zdjęła płaszcz i powiesiła go na wieszaku, moja szczęka zjechała kilka pięter w dół, a być może osiągnęła nawet piwnicę. Od kiedy sięgam pamięcią, a muszę przyznać, że pamięć mam słabą i krótką, nie widziałem Diany w sukience, nie widziałem Diany w mocnym makijażu i nie widziałem Diany wyglądającej tak, jak wygląda teraz. Krótka spódniczka dopasowana do ciała w połączeniu z brzoskwiniową bluzką, również wyraźnie uwidaczniającą jej kobiece walory sprawiła, że Sieziu najprawdopodobniej z miejsca się zakochał. Wstał od naszego stolika i odstawił jej krzesełko.
-Cieszę się, że przyszłaś. Łukasz dobrze mówił, że na kim jak na kim, ale na tobie można polegać.- nasze spojrzenia się skrzyżowały. Za przytoczenie tych słów akurat w tym momencie będę musiał postawić Pawłowi piwo, bo Diana wyraźnie się uśmiechnęła, a to pozwalało mi mieć nadzieję, że nie będzie się na mnie długo gniewać za tę akcję ze szkoły.
-Łukasz mówił, że nie miałaś ochoty przyjść…- oboje równocześnie zgromiliśmy Jeziorską wzrokiem. Po jaki dzwon ona się w to wszystko miesza. Paweł wyraźnie się zmieszał, a ja liczyłem na to, że Dianie uda się jakoś wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji.
-Po prostu zastanawiałam się czy ja w ogóle się nadaję na taką imprezę, bo nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem królową parkietu, ale z drugiej strony cenne doświadczenie studniówkowe może mi się za jakiś czas przydać, więc bardzo chętnie potowarzyszę ci na studniówce.- pierwszy raz cieszę się, że ktoś w tak elokwentny sposób utarł nosa Kamili. Będę musiał z nią jeszcze dziś porozmawiać na temat jej zachowania, bo takie jakie jest teraz być nie może.
-No ja też nie tańczę jak John Travolta, ale znowu tak źle też nie jest, więc powinniśmy sobie poradzić. To co, wypijemy za udany bal maturalny?- prosimy kelnera by przyniósł nam po kuflu piwa. Patrzę z lekkim przekąsem w stronę Diany, ale ona wie, że przecież się z niej nabijam i nie będę robił jej żadnych wymówek z powodu jej młodego wieku. Uważam, że wszystko ma swój czas i na pierwsze piwo wcale nie trzeba czekać do ukończenia 18 roku życia.
-Przepraszam Diana. Obiecuję, że już nie będę gadał tak bez sensu, bo nie chcę sprawiać ci przykrości. Sztama?- korzystam z okazji, gdy Kama jest w łazience, a Sieziu reguluje rachunek, by przeprosić Motyl. Z początku ma taką minę, że jestem niemal pewien, że przez cały wieczór była dla mnie miła tylko dlatego, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń. Dopiero, gdy na jej twarzy pojawia się szczery uśmiech, a jej usta muskają delikatnie mój policzek jestem pewien, że wszystko jest między nami w porządku.
-Postaram się znaleźć dla siebie coś, bym mogła w przyszłości obracać się w świecie sportu, choć nieczynnego. Być może nawet kiedyś zostanę twoim menagerem?- uśmiecham się ironicznie. Już widzę nasze koncepcje mojej kariery. Na pewno całkowicie różne i odmienne. My się nawet nie możemy porozumieć przy tytule oglądanego wspólnie filmu, a co dopiero w tej kwestii. Nie mniej jednak cieszę się, że Diana tak ochoczo zajęła się planowanie swojej przyszłości po skończonej przygodzie z bieganiem.


~*~
Nie bądźcie na mnie złe, ale początki w moim wykonaniu zawsze są nudne :)
Szczęśliwego Nowego Roku mojego Drogie :*
Pozdrawiam, Paulinkaa




niedziela, 3 listopada 2013

Two

Wybrałam jego. Po raz kolejny mu uległam. Nie powinnam od tak zostawić Oliwii, a mimo wszystko to w jego mieszkaniu teraz siedzę i słucham jego żali na temat rodziny Jeziorskich. Jestem przekonana, że jutro w szkole Pająk urządzi mi piekło na ziemi, ale jakoś będę musiała to przeżyć. Ogólnie w mojej klasie poszła fama, że ja i Łukasz jesteśmy razem, a jeśli nie jesteśmy, to na pewno w przyszłości będziemy, bo nie można aż tak przyjaźnić się z facetem i nie odczuwać w jego kierunku żadnej sympatii. Ja z całą dozą odpowiedzialności za swoje słowa mogę powiedzieć, że kocham Łukasza, ale wydaje mi się, że tak inaczej, tak zupełnie po naszemu.
-Diana nie słuchasz mnie w ogóle…- tak? Możliwe. Kadziewicz opowiada mi właśnie o Pompejach, a ja odbiegam myślami i nie jestem w stanie powiedzieć czy mówi prawdę czy gada kompletne głupoty. Otrząsam się ze swojego zadumania i zadaję mu następne pytanie.
-Przepraszam, już się ogarniam.- chcę się zająć tym co trzeba, ale wyraźnie teraz Łukasz stracił zapał do nauki. Wyszedł do kuchni i przyszedł z puszkami piwa i paczką fajek. Zestaw, który u niego w kuchni zajmuje honorowe miejsce. Miałam pilnować, by żadne używki nie znajdywały drogi do jego ust, ale dziś pierwsza chwytam za papierosa. Nie umiem palić, ale usilnie staram się pokazać, że nie jest mi to obce.
-Nie przejmuj się tym co mówi Kaśka. Mogą mówić co chcą, a ja w swoim zwyczaju mam to w dupie.-nie powinno mi się to podobać, bo to w końcu rodzina jego dziewczyny i powinien odnosić się do niej z szacunkiem. Z drugiej strony jednak podoba mi się to, że jestem dla niego ważna. Nie mam powodów, by się martwić o naszą przyjaźń. Może spędzamy ze sobą mniej czasu, ale ciągle przychodzi do mnie na wszystkich przerwach w szkole oprócz długiej, zarezerwowanej na stałe dla Kamili. Pierwsza wiedziałam o tym, że nie będzie go w szkole, bo musiałam podrabiać mu zwolnienia. Czasem czuję się bardziej jego matką niż przyjaciółką, ale to wszystko razem daje mi poczucie, że dużo dla niego znaczę.
-Obiecuję, że już nie będę się przejmować.- uśmiecham się do niego, by potwierdzić swoje słowa. Ile razy już obiecywałam, że nie będę się przejmować, a następnego dnia wycierałam nos o jego ramię. Powiedział mi kiedyś, że ta moja wrażliwość na świat jest ujmująca i między innymi za to mnie uwielbia, ale ja naprawdę chciałabym być inna. Chciałabym przechodzić nad każdą jedynką w dzienniku do porządku dziennego, bo przecież uczeń bez palanta, to jak żołnierz bez karabinu. Chciałabym szaleć na klasowych imprezach, ale jakoś boję się, że się ośmieszę, więc chętniej zostaję w domu. Coraz częściej też zaczyna ciąży mi fakt, że jeszcze żaden chłopak się mną nie zainteresował. Owszem, odrzuciłam amory kolegi z klasy, ale on kompletnie do mnie nie pasował i nie czułam tej potrzebnej do związku chemii. Coraz więcej koleżanek może się pochwalić statusem „ w związku”, a biedna Dianka może sobie tylko pooglądać komedie romantyczne i pomarzyć o prawdziwej miłości.
-I to mi się podoba. Wracamy do historii?- pewnie, że wracamy. Muszę się wyrobić w dwie godziny, bo w domu czeka mnie jeszcze nauka do jutrzejszego sprawdzianu z biologii. Nie lubię sobie odkładać wszystkiego na ostatnią chwilę, ale w tym przypadku tak wyszło. Zresztą ja i biologia nie idziemy razem w parze. Już zdecydowanie bardziej wolę rozwiązywać zagwozdki chemiczne niż uczyć się o funkcjach układu wydalniczego.
Lubię słuchać, gdy Łukasz opowiada o historii. On ma do tego taki lekki język. Tak swobodnie dobiera słowa choć mówi, że starożytność to nie jest jego ulubiony dział historii. Zdążyłam zauważyć, że jego konikiem jest II wojna światowa i czasy współczesne. Chyba nigdy nie zapomnę podróży do Oświęcimia, gdy Kadziu zabrał mnie i Kamę na pierwszą wycieczkę po zrobieniu prawka. Nie musieliśmy chodzić za przewodnikiem, bo szatyn wszystko dokładnie i skrupulatnie nam tłumaczył, nie szczędząc najkrwawszych i najbardziej bestialskich incydentów. Efekt nie mógł być inny jak tylko taki, że wyszłam za bramę obozu z płaczem i nie mogłam się uspokoić do momentu, w którym ze zmęczenia zasnęłam.
-Na dzisiaj starczy. Chodź, odwiozę cię do domu, bo jest już ciemno i nie chcę żebyś wracała autobusem.-nie musi mnie odwozić, ale wiem, że chce w ten sposób mi się odwdzięczyć, więc nie będę się sprzeciwiać. Wyglądam przez okno i rzeczywiście aura na zewnątrz nie sprzyja spacerom, a jazda autobusem nie zawsze o tej porze należy do bezpiecznych. Daje się wyczuć, że już niedługo przyjdzie do nas prawdziwa zima. Już w połowie listopada jest zimno, a rankiem pojawiają się mocniejsze przymrozki. Nie lubię listopada, ale niesamowicie czekam na grudzień, bo uwielbiam śnieg i świąteczne dni. Kadziewicz nie podziela mojej euforii, ale czasami mam wrażenie, że jego życie jest jednym wielkim pasmem świąt, więc te dodatkowe dwa w kalendarzu nie robią na nim żadnej różnicy.
-Nie długo zaczną się te wszystkie sraje, mikołaje, lampeczki i bombeczki.- krzywi się, gdy przejeżdżamy przez centralną część Olsztyna, gdzie zawsze roi się od świątecznych ozdób i świecidełek. Nie poruszam głębiej tego tematu, bo nie chce go denerwować. Zazwyczaj 23 grudnia spuszcza z tonu i przybiega do mnie z prezentem. Po prostu należy do tego typu ludzi, którzy nie muszą się nastrajać na święta miesiąc przed. Może to i dobrze.
-To do jutra w szkole. Przyjedziesz po mnie tak?- kiwa głową, muskając mój policzek. W mojej kuchni gaśnie właśnie światło, a firanka wraca na swoje miejsce. Z uśmiechem stwierdzam, że mama znowu nadzoruje mój powrót, a potem będzie mi mówić o tym, że zwykli przyjaciele nie zachowują się tak jak my. Że buziak w policzek to tak wiele? No nie przesadzajmy.
Wchodzę na trzecie piętro swojego bloku i nie muszę otwierać drzwi kluczem, bo rodzicielka wciąga mnie do mieszkania prawie siłą. To szalona kobieta. Ma 36 lat. Czasami mam wrażenie, że jest zdecydowanie bardziej nowoczesna niż ja.
-Ja nie wiem kochanie jak ty możesz puszczać kantem takiego fajnego chłopaka jak Łukasz. Zobacz, przywiózł cię pod sam dom, choć mógł wsadzić w pierwszy lepszy autobus i mieć cię z głowy. Czy nie uważasz, że o czymś to świadczy?- świadczy o tym, że jest dobrze wychowany i nie chciałby mieć mnie na sumieniu, gdyby w drodze z autobusowego przystanku ktoś na mnie napadł. Tata Oliwii też zawsze przywozi mnie do domu, a z nim mama nie próbuje mnie połączyć.
-Tyle razy ci mówiłam mamuś, że nie kocham Łukasza w ten sposób. Jest dla mnie jak brat i nic poza tym.- nie jest usatysfakcjonowana tą odpowiedzią, ale przecież nie będę jej oszukiwać. Moja mama jest matematykiem, a co za tym idzie, strasznym racjonalistą. Dla niej nie ma mowy o jakiejś damsko-męskiej przyjaźni, bo to nierealne. Na całe szczęście ja mam w sobie więcej pierwiastka z taty i przede wszystkim wierzę, że jesteśmy w stanie ciągnąć naszą przyjaźń do końca świata i o jeden dzień dłużej, nie lądując przy tym we wspólnym łóżku.
-Zobaczysz Dianuś, że będziesz tego żałować.-będę żałować jeśli będę słuchać tego wszystkiego dłużej. Całuję jej policzek by nie myślała sobie, że tak perfidnie ją olałam i zaszywam się w swoim pokoju. W między czasie włączam swój komputer. Mam ustawioną opcję, że zaraz po włączeniu systemu, załącza mi się również gadu gadu. Szybko na mój numer zaczęły wpływać wiadomości jedna po drugiej. Mogłam się spodziewać, że to niepocieszona Oliwia próbuje pokazać mi jak wielki błąd robię, ulegając na każdym kroku namowom Kadziewicza i nie pomyliłam się po przeczytaniu pierwszej wiadomości. Już wiem, że jutrzejszy dzień będzie ciężki i kto wie czy nawet nie dojdzie do jakiejś poważniejszej sprzeczki między nami. Jak zawsze Pająk przeniesie się na jedną lekcję do ławki Janki, a już na następnej będzie siedziała obok mnie, ale do końca dnia nie da mi spokoju, wystosowując do mojej osoby kilka orędzi. Będę musiała przeżyć i przeczekać aż minie pierwsza złość. Jestem w tym naprawdę dobra.

~*~

Miałem się jeszcze chwilę pouczyć, ale zaszczycili mnie koledzy drużyny w postaci Pawła Siezieniewskiego i Wojtka Grzyba. Zeszyty od historii odłożyłem na bok, a na stole pojawiło się kilka piw i zimnych przekąsek. Od słowa do słowa zeszło do naszej studniówki, a raczej do partnerek. Sieziu jest co prawda ode mnie rok młodszy, ale poszedł do szkoły rok wcześniej, więc i on w tym roku szkolnym będzie się pocił w maju na maturze, a kilka miesięcy wcześniej odbywał najważniejszy bal w życiu. Niestety chłopak nie ma stałej partnerki, a z tego co zdążyłem się zorientować, nie ma też koleżanki. Chciałem mu jakoś pomóc i wtedy do mojej głowy przyszedł pomysł, by spiknąć go jakoś z Dianą.
-Słuchaj, a może ja bym pogadał z moją przyjaciółką? To naprawdę fajna dziewczyna i myślę, że nie powinna ci odmówić.-ma za dobre serce, a ja niestety umiem to serce wykorzystać. Ostatnio obiecałem sobie, że trochę się ogarnę i przestanę traktować blondynkę jak swoją własność. Fakt, że nie układa mi się teraz zbyt dobrze z Kamą nie jest powodem, by Motyl była na każde moje skinienie. Z drugiej strony jest mi ciężko sobie wyobrazić, że miałbym się nią dzielić z jakimś mężczyzną. Jest moją przyjaciółką i zdaję sobie sprawę, że na chwilę obecną jestem jednym z ważniejszych mężczyzn w jej życiu, zaraz po ojcu, bracie i dziadkach. Gdyby pojawił się jakiś facet, to na pewno zjechałbym na sam dół tej hierarchii, a już na pewno przegrywał z nim.
-Myślisz, że zgodziłaby się ze mną pójść?- macham głową, choć myślami jestem zupełnie przy innej kwestii. Dopiero teraz zorientowałem się, że to jest normalna kolej rzeczy. Ja mam dziewczynę, a ona powinna mieć chłopaka. Nie powinniśmy w ich kierunku odczuwać zazdrości, a maksymalnie się wspierać i dodawać sobie otuchy. Cholera! Czy ja tak potrafię? Czy potrafię oddać swojego małego Motylka w ręce jakiegoś napalonego kolesia? Jaką mam pewność, że nie trafi na żadnego zboczeńca i zwyrodnialca?! Tyle się teraz o tym słyszy. Spoglądam ukradkiem na Siezieniewskiego. Niczego mu nie brakuje. Po meczach ustawia się do niego całkiem spora kolejka fanek po autograf czy wspólne zdjęcie. Jest sympatyczny i nic nie zapowiada tego, że miałby się okazać skończonym dupkiem. Gdyby z tego coś wyszło, byłbym spokojny.
-Ja do niej zadzwonię i pogadam. Jestem przekonany, że pójdzie z tobą na studniówkę. Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że do tego czasu mógłbyś się postarać zrobić jakieś dobre wrażenie na niej?- ja pierdolę, czym ja się zajmuję w ogóle? Czuję się jak ciotka Mietka z Otwocka, która zwala się nam na głowę na każde Boże Narodzenie i truje mojej mamie o tym, że ma dla mnie odpowiednią kandydatkę na dziewczynę u siebie na osiedlu. Zdziwi się jak się dowie, że jej kochany Łukaszek już nie potrzebuje dobrych rad, bo sam sobie poradził.
-A dlaczego właściwie ty nigdy nie pomyślałeś o tym, by do niej uderzyć? Powiem ci szczerze, że jeśli chodzi o wizualne walory, to byłbym skłonny opowiedzieć się bardziej za Dianą niż Kamilą.- swoje trzy grosze wtrącił Wojtek.

-Jak widzisz wygląd to nie wszystko. Liczy się coś więcej niż łądna buźka i nogi do nieba.-to nie jest tak, że nigdy o tym nie myślałem. Ba, nawet kiedyś podjęliśmy z Dianą taką rozmowę, ale szybko doszliśmy do wniosku, że to nie miałoby sensu. Wychodzę z założenia, że przyjaźń jest zdecydowanie trwalsza niż miłość, a mi potrzeba czegoś stałego w tym moim pokręconym do granic możliwości życiu. 

~*~
Cholernie nierealnie? Być może, ale jest w tym pierwiastek mojego realnego życia. Chociażby to, że podobnie jak Paweł Siezieniewski, nie mam z kim iść na studniówkę :) i też jest taki Łukasz Kadziewicz w moim życiu, który przeprowadza ze mną castingi na partnera. W okolicach 15 lutego powiem Wam czy mu się udało ;)
Pozdrawiam, Paulinkaa

piątek, 4 października 2013

One

Po operacji łękotek nie ma śladu, ale o powrocie do sportu też nie ma mowy. Gdybym się uparła, to pewnie mogłabym spróbować, ale doszłam do wniosku, że nie ma sensu aż tak ryzykować. Mam 16 lat i całe życie przed sobą. Chcę w przyszłości założyć rodzinę, cieszyć się zabawami z dziećmi, cieszyć się sprawnością. Gdyby nie Kadziewicz, to pewnie nie dałabym sobie z tym rady w tak łatwy sposób. Zajęłam się jego życiem, zapominając o swoim. Od kiedy dostał mieszkanie, przejęłam nad nim kontrolę. To do mnie należą zakupy i codzienne zamiatanie i mycie podłogi. Mam swój komplet kluczy i codziennie po szkole tam chodzę. Rodzice trochę protestują, ale nie mają żadnego powodu, by się martwić. W szkole idzie mi dobrze, oceny się nie pogorszyły, a taka odskocznia dobrze mi robi.
-Koszula ta czy ta?- Łukasz stoi przy szafie już spory czas, próbując wybrać odpowiedni zestaw na dzisiejsze spotkanie z rodzicami jego dziewczyny. Są ze sobą już od roku, więc w sumie nie jest to jakaś nagła czy pochopna decyzja. Sama go namawiałam, by wreszcie zechciał pojawić się w domu Jeziorskiej i w końcu podjął wyzwanie. Chojrak jak każdy facet, ale przed spotkaniem z teściami boi się każdy jeden.
-Ta granitowana będzie w sam raz. Łukasz nie przeżywaj, bo to nie w twoim stylu.-to w moim stylu i ja naprawdę się martwię. Najczęściej właśnie o niego. Rodzice Łukasza poprosili mnie, bym miała na niego oko, gdy zamieszka w swoim mieszkaniu. Sami nie chcą go kontrolować, więc na mnie zrzucili tę odpowiedzialność. Dziwię się, że nie powiedzieli o tym Kamili, ale skoro mi tak ufają, to może być mi tylko miło. Życie jego życiem sprawia, że nie myślę o swoim nieszczęściu. Kiedy tylko chcę iść pobiegać, przychodzę do jego mieszkania i myję okna, mimo że robiłam to kilka dni wcześniej. Pilnuję, by nie zaniedbywał nauki, by nie zapominał o tym, że ten rok szkolny kończy się w jego wypadku maturą. Planuję razem z nim studniówkowe zakupy. W zamian za swój wkład w tę przyjaźń otrzymuję wytchnienie o szarej rzeczywistości. Z tym dwumetrowym dryblasem nie można się nudzić, nie można się smucić. Wszystko potrafi obrócić w żart, ale wszystko też potrafi zniszczyć chamską odzywką. Jego charakter nie należy do najłatwiejszych, ale radzę sobie. Nie jednokrotnie usłyszałam kilka „ciepłych” słów pod swoim adresem z jego ust, ale nie obraziłam się. Gdybym miała to robić, to przynajmniej raz na dzień musielibyśmy się do siebie nie odzywać.
-Nie znasz się Dianuś, nie znasz się…- pewnie, że się nie znam. Nigdy nie miałam chłopaka i nie zanosi się, by w najbliższym czasie miało się to zmienić. Nie zamierzam się przed żadnym facetem płaszczyć i próbować zainteresować go swoją osobą. Zresztą, mam dopiero 16 lat i wcale nie muszę się przejmować tym, że jestem sama. Mam jeszcze czas i tego będę się trzymać.
-Daj mi tę koszulę to ci ją wyprasuję i idę do domu, bo mam jutro sprawdzian z historii. A tak nawiasem mówiąc, to jutro będziemy powtarzać historię, więc sobie zarezerwuj czas.-krzywi się, ale nie mówi nic. Jestem przekonana, że zda maturę, ale tu chodzi o to, by zdać ją na przyzwoitym poziomie. Łukasz jest ambitny, ale w nim tę ambicję trzeba czasem wyzwolić.
-Wiesz co, jutro ma przyjść do mnie Kama i ona ma mnie popytać…- drapie się po głowie, jakby mu się zrobiło głupio. Zupełnie niepotrzebnie. Nie mam z tym problemu, że wolny czas woli spędzać ze swoją dziewczyną, bo to przecież normalne. Znając Kadziewicza obawiam się, że w obecności Kamili nie w głowie mu będą Mykeny i inne starożytne miasta, które chciałam z nim powtórzyć. No nic, jutrzejsze popołudnie mam wolne.
-No ok. Wiesz ja już się będę zbierać. Powodzenia na obiedzie u przyszłych teściów. Jestem pewna, że sobie poradzisz.- nadstawia policzek, który delikatnie całuje. Pod nosem uśmiecham się, bo zgolił ten szpecący jego buźkę zarost. Z przykrością muszę stwierdzić, że już na coraz mniej rzeczy w jego życiu mam wpływ. Wygrywa ze mną Jeziorska i wcale się temu nie dziwię, bo przecież to jego dziewczyna. Ja sobie teraz wrócę grzecznie do domu z zamiarem rzucenia się pod puszysty koc z dobrą książką w ręku. Zanim to zrobię, zaparzę sobie herbaty z malinowym sokiem. Może niezbyt aktywnie jak na weekend w wykonaniu nastoletniej dziewczyny, ale mnie w ogóle nie kręcą imprezy i tego typu historie. Wolę spędzać czas w towarzystwie rodziców, Łukasza czy innych przyjaciół, ale z daleko od klasycznych potupanek i dyskotek.
-No to trzymaj się. W poniedziałek o 8 jestem u ciebie.- w poniedziałki, czwartki i piątki mam ten zaszczyt, że jadę do szkoły z Łukaszem od momentu, w którym dostał kluczyki do swojego samochodu. Zawsze to lepsze rozwiązanie niż podróż w przetłoczonym tramwaju.
Wychodzę z jego mieszkania w jakimś dziwnym nastroju. Dopiero od niedawna zaczęłam zauważać, że mamy dla siebie z Łukaszem zdecydowanie mniej czasu. Choć z drugiej strony, gdybym ja miała chłopaka, też pewnie chciałabym spędzać z nim więcej czasu niż z przyjacielem. A może nie? Sama nie wiem. Dla mnie postać Kadziewicza jest wyjątkowa i ciężko mi jeszcze przestawić się na to, że nie mam go tylko dla siebie. Do tej pory funkcjonowaliśmy w jakimś dziwnym układzie, ale było nam w nim dobrze. On miał swoich kolegów na boku, ja swoje koleżanki, ale większość rzeczy robiliśmy razem. Wyglądam przy nim jak siostra z podstawówki, ale to u jego boku weszłam w wieku 15 lat na pierwszą dyskotekę w klubie. To z jego ręki dostałam pierwsze piwo i wypaliłam pierwszego papierosa, wymiotując później na jego nowe adidasy.
-Diana?!- z końca chodnika po drugiej stronie ulicy macha do mnie koleżanka z klasy, Janka. Obok niej idzie moje przyjaciółka, Oliwia. Dziewczyny już jakiś czas temu chciały mnie namówić na jakiś wspólny wypad na zakupy, ale wytłumaczyłam Oli, że niedzielne popołudnia będę chciała poświęcić Łukaszowi. Zrozumiała to, choć jestem przekonana, że nie do końca popierała moje podejście do tej przyjaźni. Nie ona jedna. Moja mama też uważa, że prędzej czy później ta nasza więź jednej ze stron przestanie wystarczać i któreś z nas będzie chciało czegoś więcej. Staram się ze wszystkich sił zapewnić je, że nic takiego nie będzie miało miejsca, ale dobrze wiem, że nie do końca mi wierzą. Co mam im powiedzieć? Nie wiem sama.
-Ty nie u tego drąga?- nie mam lekko, bo Oliwia i Łukasz, najdelikatniej mówiąc, nie przepadają za sobą i starają się mi to pokazać na każdym kroku. Po spotkaniach z nimi mam nieraz głowę pełną najróżniejszych przekleństw pod ich adresami. Najgorsze jest to, że nie mam osoby neutralnej przy sobie, u której boku mogłabym od tego odpocząć.
-No jak widzisz. I jeśli wasza propozycja jutrzejszych zakupów jest nadal aktualna, to bardzo chętnie się wybiorę.- mój Pajączek jest trochę zdziwiony, ale szybko na jej twarz wpływa zadowolenie. Już tyle czasu męczyła mnie, bym pomogła jej kupić jakiś sensowny prezent dla rodziców i brata, a ja nigdy nie miałam na to czasu. Jutro oddam się do jej dyspozycji i choć pewnie będę tego żałować, bo zakupy z Oliwką są katorgą, to jednak w imię przyjaźni jestem gotowa się poświęcić. Po powrocie do domu już mogę namierzać jakąś miskę i pytać mamę o torebkę soli, bo bez parzenia nóg się pewnie nie obejdzie…

&&&

Atmosfera gęsta jak w para w maglu. Tak właśnie wyobrażałem sobie spotkanie w rodzinnym domu Kamili, więc nie powinienem być zbytnio zaskoczony i nie powinienem też narzekać. Nie robię tego, ale najchętniej już bym się stąd urwał. Stanąłem w ogniu pytań jak na przesłuchaniu policyjnym. Przy stole siedzą trzy pokolenia rodziny Jeziorskich i każde z nich ma dla mnie inny zestaw pytań. Dziadkowie pytają mnie o mój stosunek do religii i o poglądy polityczne. Jestem zdeklarowanym katolikiem, ale o poglądach politycznych to nie mogę się za bardzo wypowiadać, bo w tym kraju nie ma partii, na którą ja z czystym sumieniem mógłbym oddać głos. Moje pierwsze wybory polegały na tym, że zrobiłem wszystko, by moja karta do głosowania była nie ważna. Poczekam na lata, gdzie naprawdę znajdę kogoś, na kogo śmiało będę mógł zagłosować. Ze strony rodziców padło pytanie na temat tego jak widzę swoją przyszłość za kilka lat. Zanim pomyślałem, udzieliłem automatycznej odpowiedzi. Zacząłem wymieniać moje marzenia, ale wszystkie związane były ze sportem. To oczywiste, że pani Jola chciała słyszeć o tym, że widzę świetlaną przyszłość dla mnie i jej córki, a pan Roman pewnie chciałby być pewien, że nie zbrzuchacę Kamy. Nie przyszedłem się tu oświadczać, bym miał deklarować już tak poważne plany. Czas pokaże co będzie dalej.
Najbardziej z tropu zbiło mnie pytanie Kaśki, siostry Kamili. Ona jest rówieśniczką Diany i chodzi do tego samego liceum co my wszyscy. Zapytała właśnie o Motyl. Zbaraniałem, bo wyszło na to, że mam kogoś na boku. Tłumaczenie osobom w wieku naszych rodziców, że istnieje coś takiego jak przyjaźń damsko-męska nie należy do najłatwiejszych. Moja mama sama uważa, że prędzej czy później albo zostaniemy parą albo się pokłócimy. Cóż, polemizowałbym, ale im się tego nie przetłumaczy.
-Diana jest naszą wspólną przyjaciółką i naprawdę nie musisz snuć takich głupich domysłów.- no właśnie. Kamila również w jakimś tam sposób przyjaźni się z blondynką, a już na pewno ją akceptuje, co dla mnie jest najważniejsze. Już wystarczy, że z Pająkową mam na pieńku.
-Za chwilę podam deser.- pani Jeziorska próbuje wybrnąć z kłopotliwej sytuacji, która niewątpliwie zaistniała. Nigdy nie czułem potrzeby zmiany swojego dotychczasowego życia tylko dlatego, że mam dziewczynę. Wiadomo, że z czegoś trzeba zrezygnować i jako tako się prowadzić, no ale na pewno nie pozwolę sobie na to, by ktoś mi nakazał zrezygnować z Motylka. Jak to mówią, dziewczyna rzecz nabyta, ale prawdziwa przyjaciółka to już ewenement na skalę światową.
-My może pójdziemy do mojego pokoju.-nareszcie zaczyna mi się podobać obrót sytuacji. Wstajemy od stołu i po schodach idziemy na górę. Za drzwiami alkowy Kamili wreszcie schodzi ze mnie powietrze. Rozluźniam dwa guziki pod szyją i łapię oddech pełną piersią. Ukradkiem wyciągam telefon z kieszeni i skrobię szybkiego smsa do Diany. Głowę by mi urwała później za to, że nie dałem jej żadnej wiadomości.
-Do niej już piszesz?- pierwszy raz słyszę w ustach Kamili taki bezosobowy zwrot pod adresem Motyl. Wydawało mi się, że dziewczyny się lubią, a tu taka nagła zmiana frontu. Może ona wierzy w te wszystkie brednie na nasz temat? No cholera, nie moja wina, że ja umiem rozgraniczyć przyjaźń od miłości. Nigdy nie pomyślałem, że mógłbym z Dianą tworzyć związek. Mimo że to najbliższa forma kontaktu z człowiekiem, to jednak nie to samo. Są sprawy o których nie mogę porozmawiać z Jeziorską, za to chętnie dzielę się rewelacjami z Motyl. W ogóle mam wrażenie, że bardziej Dianie zależy na mnie, no ale ona jest ze mną od zawsze, a Kama tylko od roku.
-No nie mów, że masz z tym jakiś problem? Mówiłem ci przecież, że Diana jest moją przyjaciółką, jest jak siostra.-cholera ja jestem Łukasz Kadziewicz i ja nie zwykłem tłumaczyć się ludziom z tego co robię.
-Nie mam z tym problemu. Po prostu uważam, że ona jest dla ciebie ważniejsza niż ja.- Jezu, te dziewczyny są jakieś nie do życia. Ostatnio już Diana coś mi wspominała, że od kiedy jestem z Kamilą, to ona schodzi na dalszy plan i choć wcale jej to nie przeszkadza, to jednak jest jej przykro. Przecież się nie rozdwoję do cholery!
-Już tyle razy ci mówiłem, że nie pojmuję tego w tych kategoriach, że któraś jest ważniejsza. Po prostu obie jesteśmy mi potrzebne i już.- chciałem się rozsiąść na jej łóżku i zostawić za sobą całe to zamieszanie związane z Dianą, ale Kama nie chciała jeszcze odpuścić.
-A gdybyś musiał wybrać to która by wygrała?- najgorsze z możliwych pytań, jakie mogła mi teraz zadać. Nienawidziłem takich pytań od samego początku. Nie lubiłem odpowiadać na pytanie mamy czy kocham ją bardziej od taty, którą babcię kocham lepiej i która ciocia jest najfajniejsza. Po prostu wszystkie traktowałem tak samo i tyle. Tak samo jest teraz. Kamila jest moją dziewczyną, Diana przyjaciółką i nie widzę powodu, bym w ogóle miał z czegoś rezygnować.
-Daj mi spokój Kamila. Nie będę odpowiadał na takie pytania, nie mam 10 lat.- wstałem, pożegnałem się z rodzicami Jeziorskiej i bez słowa wyjaśnienia wyszedłem. No tak się zdenerwowałem, że nie mam pytań. Dobrze, że po drodze mijałem jakiś kiosk i mogłem sobie kupić paczkę fajek. Nie palę nałogowo, ale uważam, że jedna fajka na jakiś czas nie jest w stanie mi zrobić krzywdy. Zazwyczaj się nie denerwuję i lajtowo podchodzę do życia. Sam nie wiem czemu akurat ta sytuacja aż tak bardzo wyprowadziła mnie z równowagi.


-Za 20 minut w moim mieszkaniu. I jeszcze jedno, jutro uczymy się razem.-zadzwoniłem do Diany. Nawet nie zdążyła powiedzieć słowa, a ja już się rozłączyłem. Nawet nie zapytałem czy nie ma jakiś planów. Po prostu zażądałem jej obecności i mogę być pewien, że mnie nie zawiedzie, ale jak tak dłużej będę się zachował, to daleko nie zajedziemy. 


~*~
Nie mogę się z niczym wyrobić, zebrać myśli i ogarnąć tego wszystkiego. Pewnie bym się jeszcze dzisiaj nie zdecydowała na dodanie tu czegoś nowego, ale jakoś tak impulsywnie podziała na mnie pewna wiadomość( widzisz Mel, tak o tym pisałyśmy, że w końcu wykrakałyśmy ;D), że w końcu się spięłam i jest coś nowego. Uprzedzam, że ta historia może być dziwna, ale w moje życie też do najnormalniejszych nie należy :D
Pozdrawiam, Paulinkaa

poniedziałek, 9 września 2013

Tak było kiedyś...

Kartka z życia Diany…

Miała być biegaczką na miarę Ireny Szewińskiej. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazywały, że kariera stoi przed nią otworem. Skończyła podstawówkę, zaczęła naukę w olsztyńskim liceum. Wszystko podporządkowane biegom, choć i w nauce osiągała znaczące wyniki. Mimo wszystko jednak z zeszytami i książkami wygrywały kolce i bieżnia. Wolała wylewać hektolitry potu na siłowni, niż pocić się w dusznej klasie nad matematycznymi zagwozdkami. Obiecała sobie, że będzie kiedyś o niej głośno. Nie będzie. Na samym początku kariery dopadły ją dolegliwości przewidziane dla 30-letniej zawodniczki, która zamierza rezygnować już ze startów, odchodząc z bieżni w glorii i chwale. Najpierw ból w kolanie, potem obrzęk. Dziesiątki badań i pomysłów na diagnozę. Jedna z nich była bezlitosna- łękotki w obu kolanach do usunięcia. Nie rozumiała dlaczego przydarzyło jej się to w takim wieku. Próbowano jej tłumaczyć, że staw stawowi nie równy, że nie można wszystkich traktować tą samą miarą. Nie chciała tego słuchać. Wizyta u ortopedy zakończyła się ucieczką z gabinetu.
-Diana zaczekaj!- nie zaczekała. Biegła ile sił w nogach, byleby tylko pokazać mu, że lekarz się myli, że ona wcale nie musi poddawać się operacji, która najprawdopodobniej zakończy jej karierę. Po operacji łękotki można wrócić, ale na rok startów, na jakąś ważną imprezę. Nie można wrócić, gdy chce zdobywać się światowe stadiony, a nie szczebel wojewódzki czy nawet ogólnopolski.
-Dianka tak nie można!- dogonił ją. Jest starszy, ma długie nogi i jest zdecydowanie sprawniejszy. Łapie ją w ramiona i tuli do siebie na środku chodnika. Tylko z nim chciała przyjść na wizytę. Nie chciała, by rodzice odwodzili ją od decyzji poświęcenia całego życia sportowi ze względu na zdrowie. Liczyła na to, że on to zrozumie, bo sam uprawia sport i wie, jakie to dla niej ważne. Pomyliła się. On tak samo jak rodzice jest zdania, że powinna dać się pokroić, a potem zrezygnować.
-Nadal uważasz, że do życia trzeba podchodzić optymistycznie?! Moje dziś rozsypało się jak domek z kart! Zostaw mnie Łukasz, my do siebie nie pasujemy nawet jako przyjaciele. Nie wiem czy bym zniosła fakt, że losem takiego nieudacznika interesuje się ktoś taki jak ty.-wyrywa mu się, zostawiając w osłupieniu. Targają nią sprzeczne emocje. Z jednej strony chce by dał jej spokój, ale z drugiej nie pogardziłaby jego silnymi ramionami. Odbiega kilka metrów i zatrzymuje się. On jest o krok. Cały jej i tylko dla niej. Jej przyjaciel.
-A ty nadal uważasz, że cię z tym wszystkim zostawię? Nie obchodzi mnie to jakie są twoje łękotki. Mnie interesuje tylko to, co masz tutaj. Ta część ciała działa bez zarzutu…


Kartka z życia Łukasza…
Miał już więcej tego nie robić. Miał się nie upijać do nieprzytomności. Zrobił to, ale przecież była okazja. Opijał z kolegami kontrakt z olsztyńską drużyną. W tym miejscu miała się już zacząć poważna gra za poważne jak na niego pieniądze. Swoje mieszkanie, które w tym momencie przypomina pobojowisko, zarysowany już samochód, po kozackiej próbie zmieszczenia się w jakimś ciasnym przejeździe. Konto na chwile obecną świeci pustkami, ale już w przyszłym miesiącu nie będzie gołodupcem.
Smuga światła przedziera się przez zasłonki, rażąc go niemiłosiernie w oczy. Zamiast się podnieść, przykrywa szczelniej głowę poduszką. Nie pomaga, bo i tak boli. Podnosi się niechętnie, uważając na porozrzucane puszki i butelki na podłodze. Robi kilka kroków i o nic się nie potyka. Otwiera oczy szerzej. Podłoga lśni, wszystkie butelki są w niebieskim worku obok drzwi, a na stole w kuchni stoi maślanka i ulubione kanapki z baleronem i musztardą sarepską. Szczypie się w okolicach nadgarstka, by upewnić się, że ten rozpościerający się obrazek przed nim to nie zwykłe pijackie majaki, a najczystsza prawda.
-Diana… -obok niego ja cień sunie przyjaciółka z wiadrem i mopem. Zapomniał, że dał jej klucze. Zapomniał, że cokolwiek w jego życiu się nie dzieje i w jakie tarapaty nie wpadnie, to ona jest zawsze gotowa, by go wspomóc i wesprzeć. Gdy w dzieciństwie śmiał się z jej długich włosów i kitek na czubku głowy nie przypuszczał, że ta dziewczyna na stałe zakorzeni się w jego życiu. Jest inna niż wszystkie, które go otaczają. Jest przede wszystkim zdecydowanie inna od Kamili, jego dziewczyny. Obie są tak różne, a w sumie jednakowo ważne. Idealny układ dla kogoś takiego jak on. Dwie ładne panny u jego boku. Jedna ładnie się prezentuje, szepta czułe słówka i całuje, a druga sprząta i gotuje. Zero pretensji, zero chęci zamiany ról. Po prostu wie, że jest dla niego ważna i tyle.
-Masz mi coś dopowiedzenia?
-Mam. Jesteś najlepszą przyjaciółką na świecie, reszta się przy tobie chowa. Pamiętaj o tym…



~*~
Może i robię źle, może nie będę regularnie tu czegoś dodawać, ale nie chce kisić tego pomysłu w głowie do usranej śmierci, bo to jest o Łukaszu Kaaa, a on na to nie zasługuje. Zakładka z bohaterami jest dla Was i nie gryzie, może się z nią zapoznać. Złóżcie w stosownym miejscu chęć o informowaniu o nowościach tutaj, a na pewno nie zostanie pominięte. 
Czuje, że ta historia będzie miała najwięcej wątków z mojego życia. Nie chciałam zostać Ireną Szewińską, ale brak odpowiedniego zdrowia i u mnie wiele zatrzymał.
Pozdrawiam, Paulinkaa